01 marca 2017

Kup sobie nowe okulary, Granger.





   W szkolnej bibliotece panował względny, kojący spokój. Zamyślona dziewczyna przepisywała na pożółkły pergamin najważniejsze informacje na temat eliksirów medycznych.
Nauka okazała się idealną odskocznią od natłoku niechcianych myśli.
Po powrocie z Dumstrangu, w którym odbył się pogrzeb Wiktora, młoda czarownica zapewniła swoich przyjaciół, iż mogą wrócić do codziennych zajęć. Nie chciała wiecznie odpowiadać na pytania, na temat swojego samopoczucia po stracie kogoś, kogo nawet nie potrafiła określić.
Kim Wiktor dla niej był? Przyjacielem? Nie, ten przydomek posiadali Harry, Ron, Ginevra i Neville. Miłością? Młodemu sercu, które nie zaznało wielu uniesień, rozpoznanie tego gorącego uczucia przychodziło z dużym oporem. Starym znajomym?
To, co działo się między Hermioną a Bułgarem zawierało zbyt wiele intensywnych wspomnień. Głowiąc się nad osobą zmarłego mężczyzny, młoda kobieta nie zmrużyła oka.
Niechciane myśli i wspomnienia powracały do niej za każdym razem, kiedy tylko próbowała zasnąć.

   Dzień powoli dobiegał końca a ona czuła, jak siła przyciągania
jej łóżka oddziałuje na nią nawet z tak dużej odległości. Nie miała jednak czasu na odpoczynek, gdyż do egzaminów semestralnych zostało bardzo mało czasu, a jak się okazało, zaawansowane eliksiry mogły zatrwożyć nawet najtęższe umysły. Do tego obawa przed koszmarami nasilała się z każdym dniem.
Przekładała grube księgi próbując odnaleźć opis Toszopu Armeńskiego, który był głównym składnikiem eliksiru na zmutowane kończyny, jednocześnie odsuwając na bezpieczną odległość kubek z kawą,
który przeszmuglowała kiedy pani Pince układała pergaminy na zapleczu. Poprawiła okulary i zakryła usta dłonią ziewając mocno.
Albo księgi robiły jej psikusy, albo informacji na temat Toszopu nie było w bibliotece. Zirytowana zamknęła kolejne tomiszcze i sięgnęła po zimną już kawę. Dotarło do niej, że rok przerwy przyćmił jej zdolność do przyswajania wiedzy. Do tego wzrok zawodził w wielu momentach,
co osobie miłującej magię literatury przysparzało zmarszczek na twarzy.
   
   Nagle usłyszała czyjeś kroki, spojrzała w bok chowając kubek pod stołem. Zza regału wyłonił się wysoki mężczyzna zaczytany w lekturze. Czarna bluza opinała jego umięśnione ciało, oczy barwy stali wydawały się spokojne i bystre. Ruchy pewne i silne. Draco Malfoy w niczym
nie przypominał chłopca, którego pamiętała ze szkoły.

   Pierwszy raz po wojnie spotkała go na ulicy Pokątnej,
gdzie wraz z Nevillem zakupywała proszek Fiuu i magiczne rośliny
dla pani Weasley.  Wiedziała, iż cała jego rodzina trafiła do Azkabanu
osądzona za działanie w imię Czarnego Pana. Draco był wtedy niepełnoletni, w związku z czym umorzono zarzuty wobec młodego Malfoy'a, pozostawiając go samego sobie. Wątły, blady i wewnętrznie martwy nawet nie zwrócił uwagi na parę Gryfonów szykujących się
do obrony przed jego czarami. Dopiero ich wyciągnięte różdżki wybudziły chłopaka z zamyślenia. Spojrzał wtedy na Hermionę wzrokiem pustym, pozbawionym iskry życia. Jakby żył wśród Dementorów, którzy dzień w dzień odbierali z niego całą młodzieńczą radość.
Zapamiętała to spojrzenie, bo kilka dni później zawitało i na jej twarzy, kiedy to i ona pożegnała swoich rodziców.

   Podniósł zaskoczone spojrzenie na młodą kobietę obładowaną materiałami naukowymi. Hermiona spostrzegła, że blondyn również
ma ze sobą kubek z kawą. Przez chwilę wpatrywali się w siebie,
po czym Gryfonka odłożyła naczynie na blat i powróciła do nauki.
Kątem oka zauważyła, iż arystokrata siada przy stoliku obok.
Nie zwracając na nią uwagi skupił się na przyniesionej książce. Odczuła komizm całej sytuacji. Znowu byli uczniami, chociaż tak dorośli i poważni – dalej dzieci. Mogli przetrwać wojnę, mogli przeżyć wielkie tragedie, ale siedząc w hogwardzkiej bibliotece ich największym wyzwaniem były wyniki w nauce.
   
   Minuty mijały a Hermiona zirytowana do granic możliwości odsunęła
od siebie kolejny tom. Zdjęła okulary z nosa i wytarła je o skrawek koszulki. Ponownie nałożyła szkła i wyjmując różdżkę z kieszeni uniosła ją nad kubkiem z kawą, w którym ilość napoju zaczęła się zwiększać
i ogrzewać. Kiedy osiągnęła oczekiwany efekt różdżka ponownie zniknęła w kieszeni dresów. Wszystkiemu przyglądał się Ślizgon zauważając,
iż dziewczyna zdecydowanie z czymś sobie nie radzi. Westchnął ciężko widząc, jak kolejna księga ląduje na wysokim stosie a ona znowu wyrywa włosy z głowy.

-  Czego tak szuka twój pokręcony mózg, Granger? - spytał niby od niechcenia. 

-  Czegoś, co chyba nie istnieje - odparła sennie, znad kubka kawy. - Toszop Armeński.

Malfoy patrzył przez chwilę przed siebie, jakby myślał o czymś intensywnie.

-  Jesteś pewna, że tego szukasz?

-  Nie, wymyśliłam sobie go, żeby poudawać damę w opresji – prychnęła.

   Mężczyzna odłożył czytaną przed chwilą lekturę i podszedł do szatynki. Nachylił się nad młodą kobietą wzbudzając u niej coś na pozór paraliżu. Przejrzał eliksir, który próbowała rozpracować, nie było tajemnicą,
iż Ślizgon znał się na owej dziedzinie magii, pobierając nauki od najlepszych czarodziei magicznego świata. Była to rzecz, której młoda Gryfonka niejednokrotnie zazdrościła dawnemu wrogowi – jego rodzice nie szczędzili na edukację syna.
Kiedy ciepło bijące z ciała arystokraty dotarło do jej chudego oblicza, zaznała dziwnego do opisania uczucia. Coś na granicy skrępowania
i ciekawości. Zauważyła jak jego oczy w skupieniu odczytują cały przepis, po czym na twarzy blondyna zakwitł kpiący uśmieszek.

-  Kup sobie nowe okulary, Granger. - rzucił kąśliwie. - To. Szop. Armeński. Do tego eliksiru potrzebujesz kawałek Armeńskiego Szopa Leśnego. Wystarczy trochę włosia, albo pazur.

   Wyrwała pergamin spod dłoni Ślizgona przyglądając mu się z uwagą, po czym rzuciła nim na stół chowając twarz w dłoniach. O dziwo mężczyzna nie odszedł od niej od razu, wykonał ruch różdżką i jego rzeczy podleciały na puste miejsce przed szatynką. Spojrzała na niego zaskoczona.

-  Co robisz? - spytała.

-  Dzień dobroci dla zwierząt. Notuj - rozkazał.

-  Słucham?

-  Eliksir używany na zmutowane kończyny ma odczyn zasadowy - zaczął, ale widząc osłupiałe spojrzenie Gryfonki krzyżował ręce na klatce
i skarcił jak dziecko. - Nie będę się powtarzać, chcesz zaliczyć eliksiry na wyższym poziomie? Ja już to zrobiłem dwa lata temu a prywatne lekcje dawał mi Mistrz Eliksirów. - dziewczyna zauważyła, że na wspomnienie zmarłego Severusa przez twarz chłopaka przemknął grymas.
Nie skomentowała tego.

-  Dobra, niech będzie... - szepnęła przecierając oczy. - Odczyn zasadowy...


   Minęła pierwsza w nocy a oni dalej siedzieli w bibliotece.
Pani Pince najwyraźniej zapomniała o ich obecności,
bo wyszła po dwudziestej drugiej zostawiając uczniów samych.
Po tym, jak Malfoy pomógł dziewczynie z eliksirami medycznymi, stosowanymi na ludziach z trwałymi uszkodzeniami,
ona odwdzięczyła się robiąc mu wykład z transmutacji przedmiotów nieożywionych, w przedmioty żywe małego kalibru, którego sama MgGonagall by się nie powstydziła.
Po tym, jak usłyszeli dźwięk zamykanych drzwi rozluźnili się,
nie siląc na szept.
   W pewnym momencie szatynka wstała rozciągając zmęczone
mięśnie i postawiła na podłodze kubek po kawie. Wykonała skomplikowane zaklęcie i ruchy różdżką zamieniając go w sowę. Następnie przywróciła sowie dawną formę i zmieniając trasę magicznego drewienka, transmutowała biały kubek w wielkiego orła. Kilka razy powtarzała czynność a w pomieszczeniu pojawiały się różnego rodzaju ptaki - ukazując swoje wdzięki przy świetle diamentowego żyrandola.

-  Potrafisz zmienić ten kubek w coś innego, niż ptaki? - rzucił Draco z przekąsem.

-  Tak, ale to lubię najbardziej - odparła posyłając chłopakowi słaby uśmiech. - Ptaki są wolne, dla nich nie istnieją ograniczenia.
Mogą polecieć wszędzie, zobaczyć cały świat. Wiesz, że istnieją gatunki, które przemierzają całe kontynenty, aby założyć rodzinę, następnie wraz z nią wracają do domu i tak w kółko? Niezwykłe, mało kto je docenia a prawda jest taka, że mają to, czego wszyscy pragniemy...

-  ...wolność. - skończył za nią wpatrując się w siedzącego na blacie kruka.

-  Tak - potwierdziła.

   Przyglądali się czarnemu władcy niebios, który z zaciekawieniem analizował swój własny cień, rzucany na drewniany blat.

-  Zawsze fascynowała mnie transmutacja. To jak dawanie nowego życia. Wiesz, w mugolskim świecie wszystko jest skatalogowane.
Ptak to ptak, kubek to kubek – szepnęła Gryfonka siadając na swoim miejscu.

   Przeniósł swoje stalowe spojrzenie na dziewczynę. Już dawno zauważył, iż nie przypomina tej hardej, wyniosłej i żywiołowej osoby, którą była w dawnych latach. Zawsze irytował go fakt,
iż poziom ich wiedzy był wyrównany, ale ona wiecznie próbowała udowodnić światu swoją wartość. Puszyła się pouczając każdego,
co chwilę rzucała nowinki naukowe wprawiając innych uczniów w osłupienie i skrępowanie własną niewiedzą. Dla niego nauka była czymś, w rodzaju potwierdzenia własnej wartości dla siebie samego.
Jako arystokrata nie musiał za bardzo się starać.
W przedwojennym świecie jego pochodzenie wystarczyło,
aby mógł wieść długie, wygodne życie.

-  Dlaczego tak mi się przyglądasz? - spytała wyrywając mężczyznę z zamyślenia.

-  Nie pochlebiaj sobie, Granger. Zastanawiam się, dlaczego nie opływasz w glorii chwały.

-  Słucham? - mruknęła marszcząc brwi.

-  Zostałaś bohaterką. Ty i cała reszta Gryfonów. Po co wróciłaś
do szkoły? - zapytał lustrując ją spojrzeniem. Dziewczyna zagryzła policzki czując jak zmęczenie mąci jej myśli.

-  Nie jestem bohaterką. Nigdy nie chciałam nią być. Nauka umożliwi mi dobre życie, mam swoje plany i mierne wyniki nie pozwolą mi ich zrealizować – powiedziała spokojnie czując, jak ból głowy coraz bardziej jej doskwiera. - A ty? Co robisz w Hogwardzie?

-  To samo, co ty. - mruknął. - Jestem Malfoy'em, do końca życia
będę nosić brzemię mojej rodziny na swoich plecach.

   Przyglądała mu się, zaskoczona słowami blondyna.
Draco zawsze był dumny ze swojego pochodzenia, często zaznaczał to publicznie. Postawa męczennika zupełnie do niego nie pasowała. Między uczniami zapadła cisza, przerywana jedynie krakaniem znudzonego ptaszyska. Każde pogrążone w swoich rozmyśleniach, odcięło się od otoczenia uciekając do krainy własnych koszmarów. Czując, iż jej głowa promieniuje nieprzyjemnie, Hermiona sięgnęła do rzuconej na krześle torby.
Wyjęła z niej listek z tabletkami i na raz połknęła dwie. Udając,
iż nie dostrzega zainteresowanego spojrzenia arystokraty podniosła się z miejsca i skierowała różdżkę w kierunku znudzonego kruka, który sypiąc czarnym pierzem zmienił się w kubek.

-  Teraz ty – rzuciła robiąc miejsce Ślizgonowi.


   Siedział w swoim pokoju analizując ubiegłą noc. Dlaczego z nią został? Gdyby nie pomógł jej z eliksirami dziewczyna zapewne i tak w końcu
by sobie z nimi poradziła. Co nim kierowało, że bez żadnego przymusu dosiadł się do niej i przeprowadził przez najtrudniejsze tematy? Fakt, wyglądała jak siedem nieszczęść. Niewyspana, zmęczona, niedożywiona. Na dodatek jej wzrok musiał płatać dziewczynie figle, skoro nie mogła przeczytać tak prostej nazwy. Skąd u niego tyle litości i wyrozumiałości? Musiał przyznać, iż rozmowa z inteligentną dziewczyną była dla niego miłą odmianą. Na co dzień płeć piękna okazywała się głupia i łatwa
do przejrzenia, nie pozwalała na zaskoczenie czy zainteresowanie. Przetarł zmęczone oczy - transmutacja okazała się trudna,
przez co spędzili w bibliotece całą noc.
Wychodząc nad ranem w ostatniej chwili wyminęli panią Pince, która nieświadoma całonocnej obecności uczniów na swoim terenie, beztrosko weszła do drewnianego domku zapalając światło.

Kiedy znaleźli się na korytarzu szkoły, każde bez słowa skierowało się do swojego dormitorium.
Pytania kłębiły się w jego głowie. Nie zwykł zachowywać się tak w stosunku do kobiet. Zawsze był wobec nich oziębły i obojętny, na co one reagowały intensywnie, licząc, iż zwróci na nie swoją uwagę. Wypuścił ciężko powietrze i zabierając rzeczy z fotela skierował się do łazienki. Wiedział, iż już nie zaśnie,
więc skupił się na przetrwaniu kolejnego dnia w szkole.


   Siedziała w Wielkiej Sali obierając jabłko. Po obu stronach dziewczyny usadowili się jej przyjaciele dyskutując o czymś zawzięcie. Ona jednak wydawała się nie zwracać na nic uwagi, zamykając we własnych przemyśleniach. Widział jej kasztanowe włosy związane w koka,
czarne oprawki, dodające młodej kobiecie powagi oraz czarny, gruby sweter, pod którym chowała wątłe ciało.
Z precyzją godną medyka odcinała skórkę na owocu wbijając w jabłko spojrzenie bystrych oczu. Dokładność mogła być drugim imieniem Gryfonki. Skupił się na swoim talerzu nakładając na niego sporą porcję jajecznicy. W otoczeniu Ślizgonów czuł się wyobcowany, zresztą każdy członek jego domu żył swoim życiem. Po wojnie uczniów Slytherina traktowano jak trędowatych, po części sami byli sobie winni – patrzyli
na innych z góry nie szczędząc otoczeniu nieprzyjemności. Wewnętrzny konflikt między domami trwał w najlepsze. Popił jajecznicę sokiem pomarańczowym, kiedy obok niego zasiadła długowłosa dziewczyna. Zacisnął mocniej szczęki wiedząc, iż za chwilę znów zacznie go nękać.

-  Nie było cię w nocy w dormitorium – szepnęła przejeżdżając palcem po blacie. - Martwiłam się...

-  Niepotrzebnie – odparł odkładając niedojedzony posiłek. Nadmiar perfum, które używała blondynka przyprawiał go o mdłości.

-  Dracon...wiem, że nie przepadasz za mną, ale dobrze wiesz że... pasujemy do siebie. Oboje jesteśmy bogaci, pochodzimy z rodzin...lepszych od innych. Musimy zadbać o nasze dziedzictwo...

-  Skończ – warknął. - Dla własnego dobra, nie zbliżaj się do mnie.

-  Dlaczego tak mnie traktujesz? Znamy się od dawna, co się zmieniło? - spytał nachylając się w stronę arystokraty.

-  Marnujesz tylko czas.

   Nie czekając na reakcję dziewczyny wstał z miejsca i pewnym krokiem wyszedł z Wielkiej Sali. Wiedział, iż Ślizgonka nie odpuści.
Taka już była, doskonale pamiętał, kiedy spotkali się po raz pierwszy.


   Pierwsze płatki śniegu opadały na posiadłość Malfoy Manor, zamieniając ją w krainę lodu i bieli. Młody chłopiec o bladym 
licu i rumieńcach na zaokrąglonych policzkach, biegał po ogrodzie łapiąc srebrzysty puch i podrzucając go wokół siebie. Kochał zimę, 
ten biały całun, który przywodził mu na myśl skrzydła aniołów. Kręcił się wokół własnej osi patrząc w niebo, po czym opadł na niewielką zaspę śmiejąc się cichutko. Jego opiekun stał w oknie przyglądając się poczynaniom chrześniaka. Mógł zabrać go z dworu, wiedząc że rodzice chłopca nie pozwalają mu na takie zabawy. Zdawał sobie sprawę z tego, iż dziecku nie przewidziano szczęśliwej przyszłości. Liczył jednak, iż te ulotne chwile uczynią z niego lepszego człowieka. Pod nieobecność państwa Malfoy, młody Dracon wiódł bardzo szczęśliwe, pełne marzeń życie. Wyuczony, aby nigdy nie dzielić się nim z rodzicami, trzymał w tajemnicy każdy uśmiech, każdy moment beztroski i miłości. Słysząc ciche miauczenie spojrzał w bok.

-  Sielanka! - zawołał do czarnego kota, który biegł w jego stronę.


   Rodzice chłopca nie pozwalali mu na posiadanie zwierząt. Twierdzili, iż ich syn ma być twardy i silny, a zwierzęta nadają człowiekowi pewnej bezbronności wobec cierpienia. Na całe szczęście, 

rzadko bywali w swojej posiadłości, zajęci powiększaniem majątku Malfoy Manor. Zajmujący się chłopcem mężczyzna pozwalał mu na opiekowanie się kotem, chowając go przed Lucjuszem i Narcyzą, kiedy ci wracali do domu. Ze stoickim spokojem obserwował, jak jego chrześniak otula zwierzę szalikiem, aby nie zmarzło i tuli do siebie całując w główkę.

-  Obyś nigdy o tym nie zapomniał, Draco. - szepnął opiekun posyłając chłopcu bolesne spojrzenie czarnych oczu.

Młody Draco wbiegł do domu, kierując się do wielkiej kuchni, w której pracowały skrzaty.

-  Poproszę kilka kabanosów. - uśmiechnął się do Muffki, która odwzajemniła uśmiech wyjmując z szafki papier z kiełbaskami.

-  Bardzo proszę, paniczu – ukłoniła się. Chłopiec zaśmiał się, widząc jej zachowanie.
-  Nie musisz mi się kłaniać – rzucił przekręcając głowę.

-  Jest pan synem państwa Malfoy, muszę – szepnęła zawstydzona otwartością dziecka.

-  Przy rodzicach tak. Teraz ich nie ma i jesteśmy przyjaciółmi – powiedział na potwierdzenie przytulając zaskoczoną skrzatkę. - Dziękuję! - dodał biegnąc na podwórze.

Gdyby odwrócił się w kierunku Muffki, zauważyłby u niej łzy wzruszenia.


   Chłopiec wbiegł na ośnieżone podwórze poszukując swojej kotki. Wiedział, że do powrotu rodziców zostało kilka dni, więc bez skrępowania zawołał zwierzę po imieniu. 

Usłyszał ciche miauczenie i od razu pobiegł w kierunku fontanny, przy której na jego grubym szaliku rozciągała się czarna kotka.

-  Proszę, Sielanko. To dla ciebie – powiedział wyciągając kabanosy w stronę zwierzęcia. Wdzięczne otarło się o jego małe kolana miziając noskiem zaróżowione policzki chłopca. Zaśmiał się cicho.

-  Dracon Malfoy?

  Obrócił się z prędkością światła. Przed nim stała mała dziewczynka, ubrana w drogi, błękitny płaszcz z futerkiem wokół głowy. Długie blond włosy związane w warkocze opadały na jej klatkę. Zaskoczony nieznajomym gościem zasłonił Sielankę własnym ciałem.

-  Kim jesteś? - spytał przybyszkę.

-  Lidia Ellias – przedstawiła się. - Masz kota?

-  Nie, przypałętał się – skłamał.

-  Yhym...ale karmisz go? - pytała dalej.

-  Nie..tak...spadł śnieg! Pomyślałem, że jest głodny i...

-  Kłamiesz – odparła wyniośle. - Masz kota, Draco. Z tego co wiem, to nasze rodziny potępiają posiadanie zwierząt.

-  Wiem, ale on był chory...pomogłem mu, tyle – bąknął zatrzymując spojrzenie na ośnieżonych butach. Po chwili Sielanka otarła się o jego nogi, patrząc z wdzięcznością.

-  Co z nim zrobisz? - spytała Lidia.

-  Wypuszczę – szepnął blondyn.

-  Yhym...

-  Nie mów moim rodzicom, proszę – chłopiec spojrzał rozemocjonowany na dziewczynkę.

-  Jasne, zachowam to dla siebie – powiedziała sztucznie, po czym pobiegła w kierunku Malfoy Manor.


   Tydzień później, młody Dracon po raz pierwszy doznał prawdziwego cierpienia. Po raz pierwszy też - znienawidził...mocno i prawdziwie. Lidia Ellias i jej rodzice zamieszkali w jego posiadłości na tydzień, w przeciągu kilku dni ustalili warunki zamążpójścia ich córki i obwieścili dzieciom, iż po ukończeniu osiemnastego roku życia, ich rodziny złączy małżeństwo pierworodnych. Draco i Lidia nie rozmawiali przez te dni. On chował się w książkach na strychu, ona stroiła w swoim pokoju, przymierzając podarki od Narcyzy. Wiadomość o planowanym ślubie nie wywarła na dziewczynie żadnego wrażenia, chłopiec natomiast, w ostatniej chwili powstrzymał się od komentarza, napotykając karcące spojrzenie swojego opiekuna. Kiedy młody Malfoy był już pewny, iż państwo Ellias opuszczą rezydencję i zostawią go w spokoju, zdarzyło się coś tak okrutnego, że aż serce boli przy opisywaniu tego.


  Chłopiec zszedł po marmurowych schodach, kierując się do salonu, w którym już zasiadały panie. Ledwo przekroczył próg pomieszczenia, gdy z końca korytarza dostrzegł swojego ojca, lewitującego coś w powietrzu. Zaskoczony spojrzał w stronę dam. Lidia uśmiechała się do niego złośliwie. Następnie podszedł do Lucjusza. Tuż nad głową ojca lewitowała wypruta do cna, czarna kotka. Był to pierwszy i zarazem ostatni raz, kiedy Draco zapłakał głośno...


   Ścisnął mocniej różdżkę, czując, jak rośnie w nim irytacja. Tyle wspomnień mieściło się w jego głowie, tyle strasznych, mrocznych rzeczy...


   Przemierzał szkolne korytarze, czując, jak rośnie w nim irytacja. Planował ulotnić się na weekend, korzystając z tego, iż jest pełnoletni i nie musi usprawiedliwiać swoich zniknięć ze szkoły.
Zgodnie z obowiązującym regulaminem – każdy uczeń Hogwartu, który skończył osiemnasty rok życia, może swobodnie opuszczać szkołę, o ile nie ingeruje to w rozkład jego zajęć. Młody mężczyzna - zobowiązany do wykonywania poleceń głowy uczelni, zaklął sążnie, kiedy to w jego pokoju pojawiła się śnieżnobiała sowa z listem od Dumbledore'a.


Dzisiaj, 19:00, gabinet.
Wiśniowe pączki.
   Przekroczył próg gabinetu dyrektora, rozglądając się wokół. Wielkie obrazy przyglądały mu się, jakby ponowne pojawienie się młodego mężczyzny w ich otoczeniu, było swojego rodzaju zniewagą. Zagryzł szczęki, zastanawiając się, czego tym razem potrzebuje od niego starzec. Na odpowiedź długo czekać nie musiał. Ledwo odnalazł poplątaną, białą brodę a już wiedział.
Obok starego czarodzieja stała ona. Ubrana w czerń poprawiała co chwilę swoje wieczne oprawki, przyglądając się mapom ułożonym na wielkim stole. Hermiona wydawała się mocno zaabsorbowana swoją pracą – nawet nie zauważyła jego przybycia. Dumbledore tłumaczył jej coś zawzięcie, otwierając przy tym starą, zniszczoną księgę.
Znowu będę musiał coś dla niego zrobić.


-  Jest i pan Malfoy – zaśmiał się mężczyzna. - Zapraszam, mamy mało czasu.

   Blondyn podszedł do wielkiej ławy, na której rozciągały się pergaminy, mapy, przyrządy miernicze i księgi obite smoczą skórą. Hermiona, zaskoczona jego obecnością przyglądała się młodemu mężczyźnie, jakby wybita z rytmu - nie wiedziała co począć.

-  Panna Granger zapoznaje się właśnie z podstawowymi informacjami, odnośnie misji, którą dla was przygotowałem. Mój stary przyjaciel, Stefan Salvatore, potrzebuje...drobnej pomocy – zaczął czarodziej. - W czasach, gdy Voldemort zbierał swoje oddziały, aby zaatakować Zakon Feniksa, szukał swoich zwolenników w każdym możliwym wymiarze. Stefan pilnuje ukrytych w księgach światów, aby nikt nie zakłócił ich ładu. Niestety, działania Tom'a wpłynęły na część historii, zmieniając ich bieg. Udacie się do Londynu, gdzie mój przyjaciel przekaże wam więcej szczegółów. Ogólnym celem misji jest przywrócenie zmąconym historiom ich ładu i przekazu.

-  Mam ratować bajki na dobranoc? - prychnął arystokrata unosząc brwi. - Zbliżają się egzaminy, oboje z Granger mamy mało czasu, żeby się do nich przygotować. Wysyłanie nas w tym momencie na misję, to idiotyzm.

-  Panie Malfoy, śmiem twierdzić, iż poradzą sobie państwo ze wszystkim. - rzekł spokojnie dyrektor.

-  Nie może pan wysłać aurorów? - mruknął blondyn, nie pojmując, dlaczego starzec tak się na niego uwziął.

-  Nie. Potrzebuję kogoś, kto nie ma powiązań z Ministerstwem.

-  Poradzimy sobie. - dodała dziewczyna, posyłając mężczyznom pewne spojrzenie. - Znam część z tych historii, w większości to mugolskie baśnie. 

-  I to ma mnie przekonać? - mruknął Ślizgon. - Jak ty chcesz się bawić w zbawcę świata, to proszę bardzo, mnie w to nie mieszajcie...

- Panie Malfoy, czy aby jest pan pewien, że nie może pan udać się z panna Granger na misje? 

Dyrektor posłał mu znaczące spojrzenie. Młody arystokrata wypuścił ciężko powietrze z płuc, wiedząc, iż dyskusja dobiegła końca.


 








11 komentarzy:

  1. Genialny rozdział!
    Chyba najbardziej podobało mi się wspomnienie Malfoya, taki słodki chłopczyk z niego był. I tego kotka szkoda, biedny...
    Czekam na kolejny rozdział!

    A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Hejka :-) rozdział mega długi. Od razu przypadł mi do gustu. Draco i Hermiona spędzili razem całą noc w bibliotece i sie nie pozabijali. Cud ;-).
    Ciekawe też bylo wspomnienie Malfoya. Chociaż ukazywanie Narcyzy jako tej złej nwm. Ale może być ciekawie. Draco ukazuje uczucia uwielbiam <3.
    Wspólną misja ratowanie mugolskich baśni już nie mogę się doczekać.
    Serdecznie pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam problem z postacią Narcyzy, nie chcę pokazywać jej w taki sam sposób, jak wszyscy. Jeszcze o niej pomyślę:)

      Bajki - inspiracja z "Dawno, dawno temu."
      Gorąco polecam serial ;)

      Usuń
  3. No, i w końcu dłuższy rozdział, nareszcie! Bardzo przyjemnie mi się go czytało, ze względu na to jak dobrze prowadzisz akcję. W pierwszym rozdziale nie byłam do tego bloga przekonana, ale teraz już jestem i cieszę się, że zostałam.
    Jeśli potrzebowałabyś pomocy z szablonem, chętnie pomogę. Ja szukałam na deviantartcie, tam są gotowce, ale ja mogę do niego dopasować dla Ciebie grafikę, zmienić nagłówek na przykład, jeśli będziesz chciała.
    1. Pamiętaj o wyjustowaniu tekstu
    2. Rób większe akapity :D

    http://chosenbyaccident.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z wizualną częścią tekstu mam problem - nie znam dobrze blogspot'a/blogspota. Posty tworzę w Openoffice, cały układ tekstu, myślniki, konkretna czcionka - znika, kiedy wklejam tekst na blogspot. Kiedyś byłam aktywna na Onet.pl, jako Marzycielka. Pamiętam, że tam po wklejeniu tekstu, nie ulegał zniekształceniu.

      Ooo! A jest szansa, że mogłabyś użyć zdjęcia, które mam w nagłówku? Mogę wysłać Ci je, zanim zostały przerobione :)

      Usuń
  4. Super rozdział czekam na kolejny!!
    Pozdrawiam!!

    OdpowiedzUsuń
  5. Hejo hejooo :D
    Dziękuję za powiadomienie o nowym rozdziale. Ja - nieogarnięta istota, zawsze mam problem, by być na bieżąco ze wszystkim. Stąd moje opóźnienie.
    Ostatnim razem nie wgłębiłam się dokładnie w tekst Twojego opowiadania, nie przeanalizowałam pomysłu, skupiając się jedynie na ostatnim rozdziale.
    Teraz jednak, korzystając z chwili czasu wszystko dokladnie doczytałam i ZROBIŁAŚ NA MNIE MEGA WRAŻENIE. Okazuje się, że jesteś dojrzałą autorką, która nie boi się naginać kanonu i tworzyć własne schematy, ubarwiać wszystkiego wielką porcją elokwencji a nawet sarkazmu (który osobiście uwielbiam w opowiadaniach.)
    Niejednokrotnie kiwałam głową z uznaniem, bo a to tu a to tam znalazłam świetny fragmencik, którego nie powstydziłyby się czołowe pisarki w Dramionowym świecie. Wielkie brawa!
    Intryguje mnie misja powierzona naszym bohaterom - w żaden sposób nie potrafię sobie wyobrazić na czym ma polegać :D
    Czekam na kolejny rozdział!!!
    Weny! Iva Nerda
    kiedyjestesprzymniedramione.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. Zapraszam na nowy rozdział ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nawet nie wiem jak tu trafiłam,ale podczas urodzin babci nudziłam się niemiłosiernie, więc postanowiłam dowiedzieć się o czym jest historia. Powiem Ci szczerze, że w swoim życiu naczytałam się już tyle opowiadań dramione, że już czasem boli od tego głowa. Dodam jeszcze, że sama takie opowiadania pisałam, więc mogę powiedzieć, że temat znajomy i bliski.Co mogę powiedzieć o Twoim opowiadaniu? Przypomina sinusoidę, gdyż raz jest dobrze... a raz nie.Musisz pomyśleć o bardziej rozbudowanych opisach i dialogach.Czasem czytanie szło dość opornie, a czasem świetnie. Tak, też były takie rozdziały. Pomysł nie jest zły, wykonanie na 4-, więc tragedii nie ma. Ale może być lepiej. Czytaj tekst po kilka razy, dopracowuj i dopieszczaj.Ja zmykam, ale powrócę i zobaczę jak ci tam idzie !
    Pozdrawiam serdecznie !
    Endory


    PS: Jeśli masz ochotę serdecznie zapraszam na mojego bloga strzepy-swiata.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  8. Hej bardzo ciekawy rozdział i bardzo fajnie się czytało 😊 bez dwóch zdań opowiadanie wciąga. Hermiona z Draco w bibliotece no postawa Draco jak najbardziej szokująca ale miła przy okazji mam nadzieję że na wspólnej misji która zlecil im Dropsik będzie więcej się działo 😊 najbardziej jednak podobało mi się wspomnienie młodego malfoya. Nie był od początku zimnym draniem tylko jak inni pragnął miłości czułości szkoda tylko tego kotka 😔 no i samego draco. Na prawdę wspaniałe opowiadanie i jak będę miała więcej czasu na pewno przeczytam pierwsze rozdziały bo uważam że warto 😊 a tobie życzę dużo weny i pozdrawiam cieplutko 😘

    OdpowiedzUsuń