21 lutego 2017

Hogwart




   Po wielkiej odbudowie Hogwart wyglądał zupełnie inaczej, co młoda Gryfonka przyjęła z ogromną ulgą. Obawiała się, iż wracając do tego miejsca wrócą jednocześnie bolesne wspomnienia. Tyle złego spotkało jej kochaną szkołę, tyle mroku zasiedliło się w murach Szkoły Magii. Westchnęła cicho lustrując uważnym spojrzeniem konstrukcję. Przed nią rozpościerała się prostokątna budowla niepojętnych wymiarów. Dawną cegłę zastąpiły białe ściany ze złotymi zdobieniami. 
Wszędzie widziała piękne kolumny i przejścia między piętrami, barwne witraże zdobiły ogromne okiennice. Szkoła bardziej przypominała arabskie królestwo, niż brytyjską uczelnię. Dawne strzeliste wieże zniknęły a na ich miejsce pojawiły się ogromne tarasy wypełnione połaciami zieleni sięgające nieba. W jednym złączeniu ścian szkoły widniała niewielka wieża z okrągłą, złotą kopułą, 
z której co jakiś czas wylatywały sowy. Obok białych murów dostrzegła jezioro z wielkim drewnianym mostem zabudowanym wiatą. Szare łabędzie pływały spokojnie po tafli wody a letnie kwiaty kołysały się delikatnie na wietrze. Westchnęła po raz kolejny urzeczona owym widokiem. 
Dalej rozpościerało się boisko do Quiddicha, osobny blok do zajęć z astronomii ozdobiony gwiezdnymi konstelacjami, ogród pełen magicznych roślin i drobnych, magicznych stworzeń, 
które poznała na zajęciach u Hagrida. Ostatnim elementem dopełniającym szkołę była stajnia wypełniona dźwiękami rżenia koni i odgłosów Teastrali, za którą rozciągały się zielone łąki. 
Z głośno bijącym sercem kierowała się do wielkiego wejścia do Hogwartu, które otoczone zostało złotym napisem: Nawet w najmroczniejszych czasach można ujrzeć światełko nadziei.
Przyglądała się pięknym słowom słysząc wręcz, jak Dumbledore wypowiada je każdemu, 
kto zwątpił. Uśmiechnęła się delikatnie i weszła do środka.


   Nie spodziewał się tego. Nawet na nim, człowieku, który nie widzi piękna w żadnym geście, 
żadnej chwili swojego życia - widok szkoły wywołał emocje. Chłonął nowe otoczenie skupiając się na każdym elemencie, jakby tworzył raport na misji. Po przekroczeniu wejścia do Hogwartu jego oczom ukazała się spora grupa uczniów, równie mocno jak on skupiona na budynku. 
W oddali ujrzał kilku Ślizgonów ze swojego roku, nie przepadał za nimi, ale i tak skierował 
swoje kroki w ich kierunku. Przywitał się z mieszkańcami swojego domu lekkim skinieniem głowy i z zimną obojętnością czekał na otwarcie Wielkiej Sali.

-   Hermiona! - spojrzał w bok.

   
    Przez tłumy przeciskała się rudowłosa dziewczyna biegnąc w stronę wejścia do szkoły. Podążył za nią wzrokiem zatrzymując się na obrazie chudej Gryfonki. Granger wyglądała jak cień człowieka. Wychudzona, wątła, blada. Jej kiedyś lśniące włosy  spięte w kok na czubku głowy nie przyciągały uwagi a wielkie okulary zawieszone na nosie dodawały jej lat. Cała w czerni bardziej przypominała zjawę, niż żywą istotę. Prychnął widząc, jak uśmiecha się sztucznie. Nie dość, że okrzyknięto ją bohaterką, to jeszcze dostała tytuły, pieniądze i ustawioną przyszłość. Najwyraźniej bycie częścią Złotego Trio podniosło jej oczekiwania do niemożliwego poziomu, skoro nie potrafiła cieszyć się życiem. Odwrócił wzrok od dziewcząt czując, jak rośnie w nim irytacja. Kiedyś to on był uważany za kogoś wspaniałego. Ludzie bali się go i szanowali. Sam nigdy nie wierzył w Czarnego Pana i nie chciał dołączyć do jego elity morderców, ale wychowanie Narcyzy i Lucjusza nauczyło go kłamać i łgać. Rozróżniał dobro i zło, jednak nie odczuwał ich tak mocno jak inni. Potrafił jednym ruchem różdżki pozbawić kogoś życia i nie zastanawiać się nad wartością swoich zachowań. Z drugiej strony, przez ostatni rok, kiedy przechodził swojego rodzaju terapię - pewne rzeczy uległy zmianie.
Hałas roześmianych głosów przycichł, kiedy drzwi do Wielkiej Sali otworzyły się z głośnym skrzypnięciem.


   Nie mogła uwierzyć w to, co zobaczyła. Wielka Sala z gotyckiego pomieszczenia pełnego cegieł zmieniła się w łąkę, na której ustawiono długie stoły domów. Wokół unosił się kojący zapach kwiatów, na których dziewczyna dostrzegła małe wróżki i świetliki. Pod sufitem rozciągało 
się gwieździste sklepienie, co tylko dodawało magii całej sytuacji. Na końcu polany stali nauczyciele lustrując przybyłych uczniów. Za nimi rozciągała się kolejna ława.

- Jesteśmy w niebie... - szepnęła Ginevra zwracając się do starszej przyjaciółki.
- Mhm... - mruknęła nie wiedząc, jakimi słowami może to wszystko opisać, chociaż niebo na pewno wyglądało inaczej.


   Po ceremonii przydziału Dumledore wstał szykując się do przemówienia. Rozejrzał się po swoich uczniach i Gryfonka dostrzegła u niego dziwną nostalgię, kiedy zatrzymał swój wzrok na miejscu, przy którym przez lata dziewczyna spędzała czas z Harrym i Ronem. Sama również odczuwała 
ich brak, wielu z jej znajomych powróciło do szkoły na nowy rok, ale prawda jest taka, 
że ani Neville, ani Ginevra nie byli w stanie zastąpić jej tych dwóch urwisów, których traktowała 
jak braci. Westchnęła cicho zawieszając spojrzenie na pucharze z sokiem dyniowym. Do jej umysłu powoli powracały wspomnienia. Poznanie w pociągu, niechęć chłopców do jej przestrzegania zasad, walka z górskim trollem...tyle lat minęło, tyle radości, smutku, szczęścia i cierpienia. Nie potrafiła zrozumieć, dlaczego przez całe życie doznawała tak silnych i sprzecznych emocji. Jakby świat uczył ją jak przetrwać. W oddali słyszała ciepły głos dyrektora szkoły, który witał wszystkich uczniów 
i opowiadał o tym, jak nauczyciele przyłożyli się do odbudowania Hogwartu. 
Nie słuchała.  Przed oczami miała obraz rodziców. Zawsze starała się uciekać od rozmyślań 
na ich temat, bo wiedziała, że już przepłakała za dużo i kolejne łzy tylko ją pogrążą. 


-   Hermiona. - usłyszała głos swojej przyjaciółki. - Przemówienie się skończyło.

-   Było piękne. - skłamała szatynka zauważając, że stoły zostały już nakryte

-    Patrzcie na stół Ślizgonów. - szepnął Neville nakładając sobie kurczaka. Dziewczyny skierowały tam swoje spojrzenia.


   Siedział wśród Ślizgonów zastanawiając się, jak to możliwe, że dzieci Śmierciożerców wróciły do Hogwartu. Znał wszystkich. Większość z ochotą rzuciłaby Avadę na Dumbledora. Po raz kolejny uznał, iż stary dyrektor postradał zmysły zezwalając na przyjęcie tych ludzi pod swoje skrzydła. Cieszył się, iż nikt nie wiedział o jego udziale w obaleniu Czarnego Pana, bo nie dożyłby poranka. Draco Malfoy był niebezpieczny, cyniczny i władał magią tak silną i mroczną, że każdy, kto z nim zadarł mógł szykować sobie mogiłę. Pomimo tego potrafił ocenić sytuację na zimno. 
Gdyby cały dom Ślizgonów natarł na niego, to w końcu by poległ. Reszta uczniów najwyraźniej nie do końca zdawała sobie z tego sprawę, gdyż nikt nie ważył się podnieść na niego wzroku. Młody mężczyzna przełknął kolejny kęs dziczyzny, gdy poczuł, że ktoś go obserwuje. Natychmiast spojrzał przed siebie. Para ciemnych oczy przyglądała mu się z zacięciem. Granger. Posłał jej chłodne spojrzenie, ale dziewczyna nic sobie z tego nie zrobiła, pokręciła tylko głową wracając do rozmowy z przyjaciółmi.  

3 komentarze:

  1. Super opis Hogwartu po odbudowie. Wspaniale również opisujesz uczucia bohaterów. Oraz emocje którymi sie kierowali lub kierują. Hermiona zmieniła się noe do poznania. Jest teraz trochę melancholijna, przerażona i .... Taka nie "Hermionowata" ale mi się podoba.
    Malfoy. Ach ten Malfoy ja poprostu mam do niego słabość (no ale miso być ukazany z fajnej perspektywy) narazie mi się podoba.
    Będzie ciekawie. Bo zapowiada się nieźle. Mam nadzieję, że utrzymasz taki poziom . Bo odzie ci bardzo dobrze :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. (sorki za błędy po prostu jestem pod wrażeniem ;-) )

    OdpowiedzUsuń
  3. Hm, tu nie mamy nic specjalnego powiedziane, prócz ślicznych opisów nowego Hogwartu, ale brakowało mi czegoś od strony emocji dziewczyny, czegoś rzeczowego, konkretnego, co by zaciekawiło i wciągnęło. Mam nadzieję, że w kolejnych rozdziałach to znajdę ;)

    OdpowiedzUsuń