20 lutego 2017

Początek

Jest pierwszy rozdział! Mam nadzieję, że całe opowiadanie przypadnie Wam do gustu. Człowiek uczy się na błędach, tak więc na początku na pewno będzie ich sporo. Miłego czytania!





   Wojna o Hogwart dobiegła końca. Poległo wielu, ocalało również. Chociaż czas płynął ujawniając nowe fakty, czarodzieje dalej pogrążali się w żałobie za bliskimi. Prorok każdego dnia rozpisywał
się o tym, jak to Złota Trójca z Gryffindoru oraz Zakon Feniksa uratowali świat, chociaż przed wojną nikt nie chciał wierzyć w powstanie Czarnego Pana. Oni jednak wiedzieli, że jego czas nastał i życie każdego, kto nie należał do Śmierciożerców, zawisło na włosku.
Wśród młodych czarodziei i czarownic znajdowała się dwójka niezwykłych osób, które pomimo brzemienia, jakie niosły na swoich plecach od dnia narodzin, przeciwstawiły się losowi i w pewien sposób wygrały z klątwą, która unosiła się nad nimi, niczym Dementor nad ofiarą.


   Młoda Gryfonka nie wiedziała, jak potoczy się jej życie. Była już dorosła i sama musiała decydować o swoim losie. Siedząc w przedziale pociągu kierującego się w stronę Hogwartu, przetwarzała słowa dyrektora szkoły, który po roku odbudowywania placówki oraz wdrażania planów dla Ministerstwa Magii osobiście pojawił się w mieszkaniu, które wynajmowała,
aby zaprosić ją na ostatni rok zajęć. Mogła odmówić i z racji na wszystko, co działo się wcześniej dostać dokument potwierdzający, iż zakończyła swoją edukację i spokojnie może podjąć się
pracy w świecie magii, lub wyrazić zgodę na dalszą naukę i lepsze wyniki na egzaminach końcowych. Widzicie, świat magii rządzi się innymi prawami. Ważne jest w jaki sposób władacie magią i zdobytą wiedzą. Dlatego też część uczniów z rocznika młodej damy odmówiło kontynuowania zajęć zadowalając się miernymi wynikami na pergaminach, które dostali w zamian za udział w wojnie. Wśród nich znalazł się oczywiście Ron, dla którego książki nigdy nie były ciekawym tematem. Wielkim zaskoczeniem okazał się Harry, który również zakończył naukę w Hogwarcie. Hermiona próbowała przemówić młodym mężczyznom do rozumu, oni jednak jednogłośnie przyznali, iż wolą zająć się likwidowaniem Śmierciożerców, którzy uciekli do swoich kryjówek, niż wynikami w nauce. Szybko dołączyli do młodych Aurorów i wyjechali w świat.
   
    Na początku dziewczyna chciała im pomóc, jednak stan jej zdrowia nie pozwalał na dalszą walkę. Poddała się po tygodniach prób i obiecała sobie, że nigdy więcej nie wróci do tego, co ją spotkało.
Nie mogąc jednak spać, nawiedzana wspomnieniami tortur i martwych twarzy bliskich jej osób, odnalazła swoje miejsce w świecie pełnym zjaw, demonów i postaci, które mroziły krew w żyłach. Była to jej prywatna sfera, tajemnica, o której nikt nie wiedział. Wystarczyło, iż raz na jakiś czas wysyłała sowy do znajomych, w których opisywała dni spędzane w księgach, co może i nie do końca mijało się z prawdą. W końcu, egzorcyzmy zapisane na papierze też można zaliczyć do wieczornej lektury. Tak, czy inaczej - nikt nie wtrącał się w życie młodej czarownicy.

    Westchnęła cicho wpatrując się w wieczorny obraz lasów, które mijała. Bała się nocy. Noc była ciemna i mroczna, co za bardzo przypominało jej o pustych oczach wrogów. Otuliła się mocniej kocem ściskając różdżkę w dłoni. Nie ruszała się bez niej nigdzie, nawet pod prysznicem trzymała ją blisko siebie, aby w razie zagrożenia móc się bronić. Często wydawało jej się, że ktoś ją śledzi, ktoś obserwuje. Zawsze okazywało się, że to jedynie jej wyobrażenia. .

    Młody mężczyzna odziany w czerń siedział w przedziale pociągu linii Londyn – Hogwart beznamiętnie wpatrując się w puste siedzenia przed sobą. Jeszcze dwa lata wcześniej otaczali go przyjaciele i znajomi z domu węża. Blaise gadał pierdoły o dziewczynach, które poznał w wakacje, Edmund tonął w księgach prychając co jakiś czas, kiedy Diabeł opisywał wdzięki niejakiej Heleny, Pansy niby przypadkiem nachylała się co chwilę w stronę Dracona ukazując głęboki dekolt. Crabbe
i Goyle majstrowali coś z magicznymi fasolkami śmiejąc się tubalnie, kiedy któryś złapał zębami fasolkę w locie. Nie byli grzeczni, ani mili. Typowi Ślizgoni, przepełnieni zgubnym poczuciem,
iż świat należy do nich. Z ochotą znęcali się nad młodszymi uczniami i dogryzali tak zwanej Świętej Trójcy, która dla niego była niczym innym, jak bandą kretynów bawiących się w bohaterów.
Po wojnie niewielu Ślizgonów zgodziło się wrócić do szkoły, wiedząc jak będą traktowani przez uczniów innych domów. Młodzieniec również nie był pocieszony całą sytuacją, ale wiedział też,
iż ze swoim nazwiskiem musi ukończyć Hogwart z lepszymi wynikami, niż mierne. Westchnął głęboko, ściskając w dłoni różdżkę. Widział tyle zła i mroku w swoim młodym wieku, że nie rozstawał się z owym kawałkiem drewna, jakby zaraz miał ujrzeć światło lecącego w jego stronę zaklęcia. Gdyby tylko świat wiedział, kim na prawdę był Draco Malfoy...




3 komentarze:

  1. Heja :-) początek ciekawy. Z fajnego punktu widzenia opisałaś pustkę w sercach naszej dwójki bohaterów, którą wypaliła w nich wojna. Biegnę czytać dalej. Początek obiecujący :-)
    Dziękuję za odwiedziny na moim blogu. I za miłe słowa dziękuję :-*

    OdpowiedzUsuń
  2. No, nie powiem, ale nawet mnie zaciekawiłaś tym prologiem, choć dziwnie poukładały Ci się akapity i cięzko się go czytało, jeśli potrzebowałabyś pomocy z szablonem, mogłabym pomóc, ale przede wszystkim patrz jak wygląda teks po opublikowaniu! :P

    OdpowiedzUsuń
  3. No, no, ciekawie się zapowiada :D
    Lecę czytać kolejny rozdział ;)

    OdpowiedzUsuń