Obiecałam, że rozdział będzie przed końcem miesiąca - jest!
Kolejny powinien pojawić się w drugiej połowie sierpnia. Miłego czytania!
Nigdy nie myślała o tym, jak
umrze. Podczas wojny obawiała się śmierci, ale pragnąc przetrwać,
odsuwała od siebie destrukcyjne myśli, wiedząc, iż tylko
przeszkodzą jej w realnym postrzeganiu rzeczywistości. Później
śmierć zapukała do drzwi jej najbliższych. Rodzice, przyjaciele,
dawna miłość...każdy po kolei
odchodził pozostawiając ją z sercem owiniętym cierniem.
Jako dziecko przyjaźniła się z psem
sąsiadów, Bastianem, który spędzał z nią całe dnie, bawiąc
się w ogrodzie rodziców Granger. Starsi państwo Dessie, właściciele psa, nie mieli z tym problemu, sami nie zawsze
potrafili znaleźć siły, aby wyprowadzać dalmatyńczyka, więc
fakt, iż córka ich sąsiadów zajmuje się czworonogiem – był
jak dar od losu. Pewnego dnia, gdy dziewczynka zapukała do ich
drzwi, aby wyprowadzić Bastiana na spacer, otworzył jej zapłakany
pan Dessie. Powiedział, iż już nie musi im pomagać, gdyż kochany
Bastian odszedł na zawsze. Czym było to „odejście na
zawsze”? Nie wiedziała, więc wróciła do domu i powiedziała o tym
rodzicom, licząc, iż wytłumaczą jej sens, owego
stwierdzenia.
- To oznacza, że jest w niebie.
Bastian umarł, jego dusza poszła dalej. - szepnęła mama
dziewczynki, głaszcząc ją po włosach.
- Czym jest dusza? - zapytała.
- Cóż...każdy z nas ją ma, nie
widać jej, ale to ona czyni nas dobrymi. Zarówno ludzie, jak i
zwierzęta posiadają swoje dusze, które po ich śmierci idą do
nieba, gdzie są szczęśliwe po wieki. - odpowiedziała Pani
Granger.
- Mamo, czy wy też kiedyś
pójdziecie do nieba?
- Kiedyś tak, ale nie martw się.
Minie bardzo, bardzo dużo czasu, zanim to się stanie...
Szli przez ośnieżone połacie
lasu, nadal poszukując kryjówki Krasnoludów. Malfoy wypróbował
wszystkie znane mu zaklęcia lokalizujące, jednak żadne nie okazał
się przydatne. Podczas, gdy on dwoił się i troił, emanując
irytacją, jego towarzyszka zatracała się w nieprzyjemnych
wspomnieniach. Dawno nie wracała do chwil spędzonych z rodziną.
Były to swojego rodzaju skrzynki, schowane głęboko w jej umyśle.
Każda próba otworzenia ich kończyła się bólem i rezygnacją.
Zastanawiające, iż po śmierci ukochanej osoby, nawet dobre
wspomnienia przynoszą tylko cierpienie. Osobiście, nie wierzyła w
coś takiego, jak lecznicze działanie czasu. Najlepszym wyjściem
było znalezienie dla siebie celu, który pochłania człowieka i
wykańcza go do tego stopnia, iż w nocy śpi, zamiast myśleć.
Dlatego też po ukończeniu działań dla Zakonu wyruszyła w długą
podróż, w której odkryła nieznane jej dotąd oblicze świata.
Niezwykłe, ile rzeczy umyka nam na co dzień, ile nierealnych i
okropnych stworzeń czai się w kątach naszego domu czy pod osłoną
mroku przemierza ulice naszego miasta. Potrafią niespostrzeżenie
wysysać z nas chęć do życia, tworzyć w nas bańki pełne smutku,
doprowadzać do furii oraz autodestrukcji.
Spojrzała w kierunku swojego
towarzysza. Obok niego lewitował duch znienawidzonego nauczyciela
Eliksirów, bezgłośnie łopocząc czarną szatą. Pomimo swojego
oddania dla Zakonu Feniksa, oraz uczniów Hogwartu – nadal emanował
wrogością i niechęcią w stosunku do Hermiony. Syriusz, który
pojawił się jako Przewodnik uczennicy domu Lwa ulotnił się
wcześniej, poszukując śladów. Próbował nawiązać z dziewczyną
kontakt, jednak słysząc jej zdawkowe odpowiedzi, zrezygnował z
dalszych prób i zaczął działać. Tracili coraz więcej czasu,
bezowocnie poszukując istot, których zamiarów tak naprawdę nie
znali. Równie dobrze przy Krasnoludach Śnieżki mogło nie być.
- Mam. - Black zmaterializował się
przed nimi. - Kilometr stąd, na zachód. Znalazłem świeże ślady,
udałem się za nimi i dotarłem do schowanego wśród drzew
przejścia. To musi być to.
- Pójdziemy przodem. - odparł
Severus. - Gdyby coś się działo, damy wam znać.
Hermiona spojrzała na Malfoy'a,
który przez chwilę bił się z myślami. Nie umknęło jej uwadze,
iż Ślizgon podchodzi do Przewodników nieufnie. Chociaż udowodnili
swoje zamiary, to lata życia wśród Śmierciożerców zrobiły
swoje. Ruszyli za duchami, nasłuchując cieni, które śledziły ich
od dłuższego czasu.
Kiedy znaleźli się przy ukrytym w
gęstwinie przejściu, Hermiona wyjęła różdżkę i za jej pomocą
otworzyła bezszelestnie drzwiczki. Wejście było niewielkie i
ukazywało plątaninę gęstych, kratkowych schodów skrytych w
mroku. Nie mieli wyjścia, musieli zaryzykować i zejść do
Podziemia. Kiedy dziewczyna już planowała przekroczyć próg,
blondyn ją wyprzedził.
Zaskoczona spoglądała na niego, nie
wiedząc, dlaczego postanowił ją osłaniać. Z drugiej strony, może
liczył na to, iż śledzące ich istoty zajmą się najpierw nią.
Nie myśląc za wiele, udała się za młodym mężczyzną, licząc,
iż Krasnoludy okażą się skore do współpracy. Severus pozostał
przy wejściu, aby w razie niebezpieczeństwa ostrzec swoich byłych
uczniów. Syriusz rozmył się w powietrzu, sprawdzając Podziemie.
Młodzi czarodzieje wyostrzyli wszystkie zmysły, ograniczając
wydawane dźwięki do minimum.
Dotarcie do ostatniego schodka
zajęło im ponad pół godziny. Powietrze na takiej głębokości
było ciężkie i przesycone zapachem ziemi. Hermiona czuła w nim
jeszcze coś, czego nie potrafiła zidentyfikować. Jakby metal i
ogień, jednak przeszywające ich zimno wykluczało istnienie źródła
ciepła. Przed nimi rozciągał się wąski i niski tunel, który
podobnie jak schody – pokonali w skłonie. Plecy bolały ich od
niewygodnej pozycji a płuca z trudem funkcjonowały przy
niesprzyjających warunkach. Ryzykując, Malfoy wyciągnął różdżkę
i rozjaśnił otoczenie. Przygotowany na ewentualny atak, wbił wzrok
w przestrzeń przed sobą. Na ich szczęście, tunel powiększał się
co kilka metrów, aż w końcu pokonywali go w wyprostowanej pozycji.
W oświetleniu Hermiona zauważyła, iż zamiast typowych ścian,
otacza ich gruba siatka z metalu, trzymająca ziemię wokół nich.
Prowizoryczna podłoga wyłożona była kamienną ścieżką. Co
kilka metrów w ścianie tkwiły niezapalone pochodnie. Już
wiedziała, skąd brały się owe zapachy. Pochodnie, chociaż
pozbawione światła, nadal pachniały płomieniami. Widocznie
niedawno ktoś przechodził przez tunel.
Wpatrując się w plecy Malfoy'a,
analizowała, co wie o Krasnoludach. Niskie, bardzo silne, pozbawione
magicznych zdolności, honorowe, walczące orężem, które same
stworzyły.
Mity podają, iż zostały stworzone
przez bogów jeszcze zanim pojawili się ludzie czy Elfy.
Baśnie
ukazują ich, jako wiernych wojowników Śnieżki, którzy pomogli
jej pokonać Złą Wiedźmę i odzyskać królestwo ojca. Ścisnęła
mocniej różdżkę, widząc, iż idący przed nią mężczyzna
zatrzymuje się. Nawet na nią nie spojrzał, przed sobą napotkał
mosiężną okrągłą bramę z wyrytymi symbolami. Przyglądał im
się, próbując rozszyfrować ich znaczenie. Finezyjne słowa
zdawały się być kluczem do wejścia, gdyż w bramie nie było
żadnego otworu na klucz, ani klamki. Malfoy jako człowiek uczony
znał wiele języków, ten jednak, był nowością. Zirytowany potarł
zarośniętą już lekko brodę, po czym odsłonił widok
dziewczynie, licząc, iż po latach siedzenia w książkach, będzie
znała język, w którym stworzono znaki. Podeszła bliżej, prawie
stykając swoje ramiona z ramionami blondyna. Poprawiła okulary
mrużąc oczy, dopiero w tamtej chwili zauważył widoczne cienie na
jej twarzy, musiała być wykończona, co nie wróżyło dobrze dla
ich misji.
- Nie wejdziesz tu, jeżeli w głębi
twego serca kryje się mrok. Kto pokona go siłą swojej wiary, ten
odnajdzie odkupienie i zbawienie. Biada tym, którzy przybywają
wojować, gdyż serca ich zepsute a drzwi te zamknięte na wieki.
Tak nam dopomóż, Odynie. - szepnęła.
Brama otworzyła się z głośnym
skrzypieniem, ukazując kolejny korytarz, tym razem oświetlony przez
płomienie pochodni.
- Co to za język? - spytał ostro.
- Elficki. - odpowiedziała, chcąc
przejść dalej.
- Skąd go znasz? - spytał
lustrując jej drobną osobę. Coraz bardziej go zaskakiwała, jak i
irytowała. Cały ten jej wachlarz umiejętności nie pasował do
nauk z Hogwartu.
- Zainwestuj w książki. -
mruknęła, licząc, iż ruszą w głąb Podziemia, zamiast skupiać
się na niej i jej życiu. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego,
iż w trakcie ich podróży pokazała mu zbyt wiele i prędzej czy
później, mężczyzna będzie domagać się odpowiedzi.
- Wystarczy. - warknął cicho,
łapiąc dziewczynę za ramię. Nim się obejrzała, stała
przyciśnięta do zimnej, chropowatej ściany. - Zabijasz duchy,
znasz język elfów, odprawiasz egzorcyzmy. Co to wszystko ma
znaczyć?
- To, że aktywnie spędzam wolny
czas, Malfoy. - również warknęła. - Nie dotykaj mnie.
- Po co bierzesz leki?
- Skończ.
- Dlaczego nie wyruszyłaś z resztą
Wielkiej Trójcy w świat?
- Skończ.
- Kim, do cholery, jesteś? Mam
prawo wiedzieć, skoro narażam swoje życie na misji, w którą
sama mnie wpakowałaś. - warknął ciskając iskrami z szarych
tęczówek. Hermiona zauważyła cienie pod oczami blondyna,
podobnie jak ona – potrzebował odpoczynku.
- Nic nie musisz wiedzieć, bo nie
ma to wpływu na to, co tu robimy, Malfoy. Ja nie wyciągam od
ciebie żadnych informacji, gdybyś chciał zauważyć.
- Oczywiście – zaśmiał się
złowieszczo. - w końcu nie latam jak głupi po bajkowym świecie w
poszukiwaniu cholernych krasnoludków, mierząc się z morderczym
duchem martwej dziewczynki, otoczony zmarlakami, zmuszony do
przebywania z tobą, Granger. Co do informacji na mój temat, to
doskonale zdaję sobie sprawę, co o mnie myślisz, dlatego o nic
nie pytasz. - prychnął.
- Malfoy, mówisz, jakbyś nie
widział gorszych rzeczy... - szepnęła zbijając go z tropu. -
Byłeś, kim byłeś. Nie mów mi, że na twoich oczach nie działy
się straszne, mrożące krew w żyłach rzeczy.
- Uważasz, że kim byłem, co? -
zmrużył oczy, odsuwając się od niej. - No tak, mordercą, prawda
Granger? - powiedział lodowato.
- Tego nie powiedziałam. Nigdy nie
uważałam cię za mordercę, czy zdrajcę, Malfoy, ale żyłeś
wśród Śmierciożerców i Voldemorta. - szepnęła hardo. - To, co
my widzieliśmy z daleka, musiało być niczym w porównaniu do zła,
które otaczało cię na co dzień. Fakt, nie widziałam w tobie
dobrego człowieka, pamiętam, jak traktowałeś mnie w szkole, a
wtedy nie byłeś wśród wyznawców Czarnego Pana, więc moja
niechęć do ciebie wynika z tego, że jako dzieciak byłeś
dupkiem.
Patrzył na nią zaskoczony. Nigdy
nie uważałam cię za mordercę, czy zdrajcę. Zacisnął
mocniej szczękę, zaskoczony jej słowami, oraz faktem, iż w ogóle
interesuje go, co myśli o nim ta mało atrakcyjna, irytująca,
chorobliwa i wątła dziewczyna. Zezłoszczony odwrócił się od
niej, przekraczając mosiężną bramę. Potrzeba jak najszybszego
ukończenia misji okazała się priorytetem. Nie chciał już
przebywać w otoczeniu cholernej Gryfonki, która jak nikt inny,
wytrącała go z równowagi. Kiedy tylko znaleźli się w kolejnym
korytarzu uderzył w nich podmuch ciepłego powietrza, jakby przeszli
przez niewidzialną ścianę. Spojrzeli po sobie, jednak nie
zauważyli żadnych zmian ani uszkodzeń.
Szli jednym krokiem, trawiąc
niedawną wymianę zdań. Dla Granger wypowiedzenie swojego zdania na
temat blondyna było, jak obnażenie się przed nim. Nigdy nie
uznawałam cię za mordercę, pamiętała
kłótnie z Ronaldem o to, który sam chciał odnaleźć ucznia Domu
Węża i zaciągnąć go do Azkabanu. Zatrzymali się, gdyż
przed nimi rozciągał się wielki krater, przepełniony różnymi
maszynami, służącymi do wydobywania węgla. W oddali, w wielkich
piecach tlił się ogień. Niezliczone kombinacje kamiennych schodów,
oraz tuzin krępych Krasnoludów mieszały się między sobą.
Wszyscy wyglądali na zapracowanych, w długich brodach i skórzanych
odzieniach wydobywali kruszce, sterowali maszynerią oraz przenosili
taczki z węglem. Dotarł do nich ich śpiew, który bardziej
przypominał hymn o cierpieniu i żalu, niż znany Hermionie z
książek, radosny gwar. Malfoy skinął głową, wskazując ukryte
przejście. Dziewczyna kiwnęła, potwierdzając, iż rozumie. Nie
wydając żadnych dźwięków przemieszczali się dalej, nie wiedząc
tak naprawdę, co mają zrobić.
Mijali kolejny zakręt, chowając się
za skałą, kiedy poczuli, iż ktoś ich obserwuje.
- Długo macie zamiar się skradać?
Obrócili się natychmiast. Przed nimi
stała młoda kobieta, odziana w skórzane spodnie i lnianą koszulę,
wiązaną pod szyją. Na jej ramieniu wisiał łuk, w dłoni
natomiast dzierżyła miecz z piękną klingą, do pasa miała
przymocowany kołczan pełen strzał. Zdecydowanie, była to
najpiękniejsza osoba, jaką kiedykolwiek widzieli. Długie, lśniące
kruczoczarne włosy związała w warkocz, blade lico było wręcz
nieskazitelne. Czerwone usta w swej barwie przypominały krew a
niebieskie, jak niebo oczy, emanowały inteligencją. Nawet ktoś tak
nieczuły na piękno, jak Malfoy, musiał przyznać, iż uroda
kobiety go urzekła.
- Śnieżka, prawda? - odezwała się
Hermiona, widząc, iż jej towarzysz zaniemówił.
- Kto pyta?
- Przysłał nas Stefan Salvatore.
Możemy wam pomóc. - odpowiedziała.
- Stefan? - szepnęła Śnieżka,
opuszczając broń. - W jaki sposób? Dlaczego nie przybył sam?
- Nie wiem, dlaczego. - odparła
szatynka. - Jeszcze niedawno w naszym świecie toczyła się wojna.
Zapewne starał się chronić dostęp do waszego świata. W efekcie
tego, co działo się w naszym, tutaj zapanował mrok. Szukaliśmy
ciebie.
- Mnie? W jakim celu? - królewna
odsunęła się od przybyłych.
- Podobno możesz coś z tym zrobić.
- rzucił Malfoy, skupiając na sobie uwagę pięknej kobiety. Przez
chwilę lustrowała jego osobę, a na jej policzkach pojawił się
delikatny rumieniec.
- Nie widzę powiązania. Jedyne, co
mogliśmy zrobić, to ukryć się. - westchnęła. - Kim jesteście?
- Hermiona Granger, Draco Malfoy.
Jesteśmy czarodziejami z Hogwartu, szkoły magii i czarodziejstwa -
odpowiedziała dziewczyna.
- Nasz świat wystarczająco
wycierpiał przez magię. - warknęła królewna. - Nie rozumiem,
dlaczego Stefan was przysłał, ale wątpię, żebyście mogli nam
pomóc. Zawróćcie i pozostawcie nas w spokoju.
- Musimy spróbować. Podobno jesteś
wojowniczką, powiedz nam, co się stało? Z tego, co wiem, to
powinnaś pokonać Złą Królową i zostać prawowitą władczynią
swojego kraju.
Śnieżka prześwietlała uważnym
spojrzeniem przybyłych, zastanawiając się, jaki ruch wykonać.
Nie musiała obawiać się ich siły,
po przekroczeniu bramy stracili magiczne zdolności. Dzięki temu
Podziemie było bezpieczną kryjówką. Sam jednak fakt, iż chcieli
namówić ją do walki, budził w kobiecie niepokój. Westchnęła
mocno i ruchem ręki nakazała, aby szli za nią. Zrobili to,
wiedząc, iż czeka ich długa rozmowa z królewną.
Liczne świece, oraz wielki kominek
pośrodku sali nadawały pomieszczeniu niezapomniany klimat. Kamienną
podłogę otulały stare gobeliny, przedstawiające trawy i kwiaty.
Na ścianach wisiały obrazy nieba i lasu. Po lewej stronie stał
ogromny, dębowy stół usłany księgami i pergaminami. Po prawej
biblioteczka, oraz prawdziwa, krasnoludowa broń – potężne
topory, zdobione miecze, wyszczerbione młoty oraz ostre kolczugi. Z
sufitu zwisał mosiężny żyrandol oświetlający salę.
Hermiona
przyglądając się wystrojowi zrozumiała, iż Śnieżka tęskni za
życiem na powierzchni, oraz zna się na walce. Odbiegało to od
obrazu królewny, który znała z baśni.
Od wielu lat musiała ukrywać się w
podziemiach, aby przetrwać. Jej uwagę przykuł przedmiot, którego
obecności się nie spodziewała.
- Skąd go masz? - zwróciła się
do kobiety, podchodząc do pięknego kolta.
- Dostałam go kiedyś. Nie umiem z
niego korzystać. - odpowiedziała siadając przy dębowym stole.
- Kto ci go dał? - ciągnęła
dalej szatynka.
- Skąd te pytania? Co to takiego,
że tak bardzo cię interesuje?
- Widziałam go kiedyś w naszym
świecie. - skłamała Hermiona. Nie była pewna, czy Śnieżka
naprawdę nie posiada wiedzy o niezwykłym kolcie. - Ludzka broń,
mało przydatna w waszym wymiarze.
- Możesz go wziąć, wasz wymiar
przysparza nam jedynie problemów. - rzuciła królewna.
- Wróćmy do tematu. - wtrącił
Malfoy, opierając się o pobliską ścianę.
Hermiona podniosła piękną broń. Tak
naprawdę, doskonale wiedziała, czym jest. Kolt został stworzony
prawie dwieście lat temu w mugolskim świecie. Jego naboje potrafiły
zabić wszystko, gdyby Harry posiadał go podczas wojny, wystarczyłby
jeden strzał i Voldemort byłby martwy.
Nie było bardziej
niebezpiecznej broni, opierał się nawet najsilniejszej magii.
Delikatnie otworzyła magazynek, w środku były tylko dwa naboje,
bez nich był bezużyteczny. Zabezpieczyła broń i próbowała
schować do magicznej sakiewki, ta jednak, nie chciała się
powiększyć.
- Magia tu nie działa, prawda? -
spytała Gryfonka, wciskając broń za pas spodni.
- Nie. Po przekroczeniu bramy każda
magiczna istota zostaje jej pozbawiona. Zapewnia nam to
bezpieczeństwo przed Złą Królową i jej sługami.
- Stąd elfickie symbole. - tym
razem szatynka spojrzała na swojego towarzysza, który wpatrywał
się w piękną Śnieżkę. Westchnęła w duchu, od początku
zauważyła, iż uroda Śnieżki zrobiła na nim wrażenie.
- Wracajmy do tematu. - ponaglił
Draco. - Powiedz nam wszystko.
- To będzie długa historia... -
zaczęła królewna. - Kiedy byłam dzieckiem, moja matka zmarła na
suchoty. Nie pamiętam jej dokładnie, ale podobno była
najwspanialszą królową, jaką znał świat.
Mój ojciec zatracił
się w wojnach na dalekim wschodzie, ja natomiast pobierałam nauki
u najznamienitszych wojowników, rycerzy i sztukmistrzów. Kiedy
miałam szesnaście wiosen, ojciec wrócił do królestwa. Nie
przybył jednak sam, u jego boku zawitała Regina. Młoda, niezwykle
piękna i z pozoru dobrotliwa dama. Mój ojciec nie widział poza
nią świata, radość, którą niegdyś zagubił powróciła do
niego. Przez pierwsze lata Regina oswajała się z zamkiem,
zjednywała sobie lud, oraz udawała wspaniałą matkę zastępczą. W końcu mój ojciec zamknął
wszystkie ważne sprawy i pojął ją za żonę...w noc poślubną
Regina sprowadziła mroczne cienie, trolli, wiedźmy i upiory.
Ojciec został zamordowany we własnym łożu, każdy, kto był mu
wierny, umarł w męczarniach. Wraz z moim przyjacielem, synem
kowala, Ethanem – uciekłam do lasu. Wiedzieliśmy, że gdzieś w
odległej wiosce ukryty jest portal prowadzący do strażnika
wymiarów. Był naszą jedyną nadzieją. Po długiej podróży w
końcu tam dotarliśmy. Tak poznałam Stefana, już na nas
czekał...stwierdził, że muszę odnaleźć sprzymierzeńców w
Dolinie Krasnoludów, że wraz z nimi odbiję zamek a nasza kraina
na nowo odżyje i zapanuje wieczny pokój. Niestety, kiedy dotarłam
do Doliny, mieszkańcy uciekali w popłochu przed smokami i
Mrocznymi. Mroczni, to słudzy Reginy, bezlitośni, rządni krwi.
Mój przyjaciel, Ethan...oddał życie walcząc z nimi. Obiecałam,
że go pomszczę, ale bez armii nie miałam szans. Wraz z garstką
ocalałych ukryliśmy się tutaj. Co jakiś czas dochodzą do nas
informację o tym, że Regina podbiła kolejne królestwa. Podobno
nie przypomina już dawnej siebie, niektórzy twierdzą, iż czarna
magia, którą się posługuje, odebrała jej resztki
człowieczeństwa.
Przez dłuższą chwilę panowała
cisza. Młodzi czarodzieje trawili informacje, zdając sobie sprawę,
iż nie dostali jakiejś błahej misji. Wrzucono ich w ogień
kolejnej wojny, tym razem z przeciwnikiem, o którym prawie nic nie
wiedzieli, bez większego wsparcia oraz dużych szans na wygraną.
- Śnieżko. - zaczęła Granger. -
Chowając się tutaj, nigdy nie pokonasz Złej Królowej. W naszym
świecie jesteś główną bohaterką baśni o tobie. Stefan miał
rację, powinnaś pokonać Reginę. Problem w tym, że bardzo silna
i zła magia przedostała się do was z naszego świata. Dlatego tu
jesteśmy. Ja znam prawie każde istniejące zaklęcie, do tego
umiem walczyć z Nadprzyrodzonymi, jeżeli podasz mi więcej
informacji o tych Mrocznych, to może uda mi się znaleźć na nich
sposób. Co do zmór i duchów, zrobię broń, która na nie działa. Malfoy natomiast, jest jednym z
najznakomitszych młodych wojowników naszego świata, biada temu,
kto stanie na jego drodze. Mamy też sprzymierzeńców, którzy
właśnie strzegą wejścia do podziemia. Musimy poznać wroga i
znaleźć sposób na pokonanie go.
Blondyn, słysząc wzmiankę o sobie,
wbił wzrok w dziewczynę. Nigdy nie sądził, że ma o nim aż tak
dobre zdanie. Po raz kolejny uderzył go fakt, iż jej opinia robi na
nim wrażenie. Pokręcił lekko głową, odganiając dziwne myśli.
Cel był nadal ten sam. Pokonać wroga, zakończyć misję i wrócić
do swojego ponurego życia, przepełnionego whisky, samotnością i
spuścizną po zmarłym ojcu.
- Hermiono, Draconie. - Śnieżka
zwróciła się do przybyłych. - Zaznacie u mnie schronienia, ale
nie liczcie, że stanę do walki. Próbowałam, przez co nasze
zastępy znacznie zmalały. Nie narażę moich druhów na
niebezpieczeństwo. Zostało nas niewielu, tu jesteśmy bezpieczni.
Może dla was nie jest to godne i piękne życie, ale zawsze lepsze
to, niż tortury i śmierć. Uwierzcie mi, moje słowa są poparte
latami prób i porażek. Bajażu!
W drzwiach pojawił się młody
krasnolud, z ledwo widoczną bródką.
- Zaprowadź naszych gości do
wolnego pokoju. Dzisiaj zostaną tutaj, jutro z rana zaprowadź ich
na śniadanie do naszej jadalni. Zadbaj, aby dobrze odpoczęli po podróży.
- Oczywiście, królewno. -
krasnolud ukłonił się nisko, po czym wyszedł z pomieszczenia.
- Odpocznijcie, jesteście
bezpieczni. - dodała zatapiając swoje spojrzenie w płomieniach
tańczących w kominku. - Nie wiem, dlaczego Stefan liczył, że coś
wskóracie, ale przeliczył się. Nie chcę już poruszać tego
tematu.
Młodzi czarodzieje udali się za
niskim stworzeniem, mijając co jakiś czas zmęczonych mieszkańców
Podziemia. Najwyraźniej nawet Krasnoludy nie wytrzymywały ciągłego
życia w ukryciu. Hermiona z uwagą przyglądała się każdemu
elementowi wystroju, oraz ubiorom druhów Śnieżki. Bajaż, który
prowadził ich do kwatery, był zdecydowanie najniższy ze
wszystkich. Odziany w oliwkowo zielony strój oraz czarny pas dumnie
dzierżył topór. Na okrągłej głowie widniał czarny hełm,
podobny do tych, które nosiła reszta. Ogromna twarz, grudkowy nos,
smętne spojrzenie dzikich oczu. Przy pasie wisiał mu bukłak,
zapewne z wodą, lub trunkiem. Wysokie buty jeszcze bardziej skracały
grube nogi Krasnoluda. Korytarz oświetlały usadowione na
prowizorycznych ścianach pochodnie, w oddali było słychać gwar
pracy oraz znaną im już pieśń. Wokół unosił się zapach węgla
i ziemi. Hermiona poprawiła swoje wieczne okulary, czując, iż
ciężkie powietrze podziemia nie wpływa na nią za dobrze. Z trudem
napełniała płuca, chcąc jedynie usiąść i odpocząć. Malfoy
obserwował ją ukradkiem, karcąc się w myślach, iż przejmuje się
jej stanem.
- Jesteśmy. - zacharczał Bajaż. -
Magietka przygotowała wam kąpiel, macie tylko jedną, bo z ciepłą
wodą u nas ciężko. Łóżko też jedno, nie miewamy tu gości.
Magietka zaraz wróci z jedzeniem i piciem. Rano po was przyjdę.
Powiedział oschle, po czym zniknął za
zakrętem. Draco i Hermiona weszli do środka. Pokój, czy raczej
kwatera, był malutki. Jedno łóżko, jeden stary fotel, jedna
pochodnia oświetlająca wszystko, oraz schowane za materiałem
przejście do prowizorycznej łazienki, w której stała wanna i
skrawki materiału, zapewne służące za ręczniki. Jedynym źródłem
ciepła był mały, okrągły piecyk z metalu, na lichych nóżkach z
którego wystawała rura chowająca się w suficie. Nie zwracając
uwagi na mężczyznę, Gryfonka natychmiast udała się do łazienki.
- Daj mi chwilę. - rzuciła jedynie
i zasunęła kotarę.
Malfoy usiadł na fotelu przy
piecyku i schował twarz w dłonie. Dał się wkopać, tyle w tym
temacie. Drops musiał zdawać sobie sprawę z tego, co dzieje się w
tym wymiarze. Skoro już chciał wojować, to mógł wysłać
aurorów, albo Wielką Trójcę. Kogoś, kto podobnie jak Granger,
bez słowa wykona każde jego polecenie i stanie do walki. Młody
arystokrata czuł, iż w pewien sposób powiela życie Snape'a.
Również zobowiązał się wobec dyrektora Hogwartu i stracił wolną
wolę.
Rozmyślania przerwało mu pukanie do
drzwi, podszedł, aby otworzyć. W wejściu stała mała Krasnoludka
z rudymi warkoczami i ogromnym nosem. W dłoniach trzymała wielką
tacę z mięsem, gumiastym chlebem, oraz wodą w żeliwnym dzbanie.
- Posiłek. - pisnęła zauroczona
urodą Draco.
- Nie posiadacie może jakiegoś
trunku? - zapytał. Magietka zarumieniła się płomiennie.
- Nie jestem pewna, czy mogę go
podać. - szepnęła. Malfoy uśmiechnął się przebiegle.
- Będę ci ogromnie wdzięczny,
Magietko. - odparł, posyłając Krasnoludce najpiękniejszy ze
swoich uśmiechów.
- Mamy nalewkę. - pisnęła.
- Poproszę, Magietko.
Blondyn bez słowa zabrał tacę i
zamknął za sobą drzwi, uciekając od śliniącej się na jego
widok Magietki, która o mało nie zemdlała, widząc jego przystojną
twarz.
- Łazienka wolna. - usłyszał za
sobą.
Granger stała przed nim w samej
koszulce i krótkich spodenkach. Mokre włosy spadały jej kaskadami
na ramiona, umyta twarz nie wyglądała już tak blado i upiornie.
Jedynie zamglone oczy psuły cały urok.
- Mamy posiłek. - wydusił, kładąc
tacę na łóżku.
Zjedli w ciszy, nie zwracając
uwagi na kulturę. Byli głodni, zmęczeni i zmuszeni do przebywania
w trudnych warunkach. Do tego nie mogli liczyć na schowane w
magicznych saszetkach smakołyki, kawę i broń. Gorąca woda okazała
się naparem z igieł sosny. Kiedy na tacy nie pozostał żaden
okruszek Malfoy bez słowa zniknął za kotarą. Hermiona czekała,
aż rzuci coś w stylu, woda po mugolaczce, ale nie odezwał się ani
słowem. Odłożyła tacę w kąt i z herbatą w glinianym kubku
usiadła w fotelu. Przerzuciła włosy na stronę, z której ogrzewał
ją piecyk i utonęła we własnych rozmyślaniach. Była zmęczona,
pozbawiona magii, oraz nastawiona na walkę u boku Malfoy'a, jeżeli
Śnieżka nie będzie chciała do nich dołączyć. Do tego w
złożonych obok rzeczach leżał niezwykły kolt, który mógł być
ich zbawieniem. Wystarczy jeden celny strzał i Regina zostanie
pokonana. Pytanie tylko, czy to powstrzyma również zaginioną
cząstkę Voldemorta? Czy ma ona jakieś powiązanie ze Złą
Królową? Może nią jest? Za mało informacji. Westchnęła mocno
odchylając głowę o oparcie fotela. W tej samej chwili Malfoy
wyszedł z prowizorycznej łazienki, ubrany jedynie w bokserki. Już
miał coś powiedzieć, ale ponownie ktoś zapukał do drzwi.
Mężczyzna podszedł do nich i otworzył zawstydzonej Magietce. Ta,
widząc go w negliżu o mało nie zemdlała.
- Nalewka jagodowa. - pisnęła,
wciskając butlę blondynowi, po czym uciekła na miękkich nogach.
- Lubisz korzystać ze swojej urody,
prawda? - prychnęła dziewczyna uśmiechając się kpiąco do
blondyna.
- Zazdrosna, że posiadam coś,
czego ty nie masz? - rzucił kąśliwie, siadając na łóżku.
- Nalewki i niespełnionych marzeń?
Niekoniecznie. - odpyskowała przeczesując włosy.
Głowa bolała ją coraz bardziej, ale
z racji na brak magii, wszystkie leki leżały uwięzione w sakiewce,
której nie mogła powiększyć. Przymknęła oczy skupiając się na
własnym oddechu.
- Granger, powinnaś częściej pić.
Przynajmniej nie spinałabyś się tak o byle co. - mruknął
otwierając butelkę. Upił łyk i choć bardzo się starał, to nie
mógł ukryć grymasu.
- To wyzwanie?
- A przyjmujesz? - rzucił podając
dziewczynie butelkę. Patrzyła na nią chwilę, po czym odstawiła
kubek i wzięła nalewkę.
- Tylko z przyczyn humanitarnych. -
odparła upijając łyk.
- Humanitarnych, powiadasz? -
szepnął sam do siebie.
Nalewka, jak to nalewka. Potrafiła
upić każdego, bez względu na odporność na alkohol. Tak też
stało się z ową dwójką, która po ukończeniu jednej butelki
nagle natrafiła na drugą, kiedy Magietka przyszła odebrać tacę a
nadal roznegliżowany Malfoy uśmiechnął się do niej
uwodzicielsko.
- Wiesz, że ona może mieć
kłopoty, jak dalej będzie opróżniać dla nas zapasy? - bąknęła
Hermiona, leżąc na łóżku.
- Tchórzliwa królewna kazała nam
się rozgościć, chyba nie myślała, że jakaś woda z igieł
wystarczy. - odparł siedząc na podłodze. Głowę odchylił na
łóżku przymykając powieki.
- Zadziwia mnie ten świat. -
westchnęła szatynka, oddając butelkę mężczyźnie.
- Chyba irytuje, same bojaźliwe
twarze.
- Nie, zadziwia. - uparła się. Po
chwili leżała z głową przy twarzy Ślizgona. - Wiesz, dzieci,
które dojrzewają za szybko zawsze są samotne. Dla mnie baśnie
były jak lekarstwo na wszystko. Niby żyjemy w świecie magii, ale
nigdy nie myślałam, że Śnieżka, czy Czerwony Kapturek mogą
istnieć naprawdę. Do tego
w książkach Śnieżkę uratował pocałunek księcia, tutaj nie
wiemy, co się stanie. Skoro cząstka Voldemorta zmieniła bieg
wydarzeń, to tak jakby...zmieniła część mojego dzieciństwa.
Przeszłość powinna być zamknięta i niezmienna, inaczej zaburza
nam podstawy postrzegania świata.
Draco
spojrzał na dziewczynę, zastanawiając się, od kiedy słuchanie
jej wywodów zaczęło go interesować. Z jednej strony, rozumiał
ją. Sam w dzieciństwie tonął w książkach, jednak dla niego
tamten etap był zamazany, jakby późniejsze wydarzenia wyparły
całe dobro, którego uczył go Severus. Z drugiej – nie była nim.
Nie miała na sobie piętna Malfoy'ów. Jedyne, czego mogła się
wstydzić, to blizna na nadgarstku, świadcząca, iż trafiła w ręce
jego ciotki. Krwiste szlama nadal
szpeciło jej skórę. To tyle, dalej była bohaterką, która
pomogła uratować świat przed Voldemortem i jego sługami.
- O
czym myślisz? - szepnęła, spoglądając na niego sennie.
- O
tobie. - wypalił, nim pomyślał. Zaśmiała się cicho.
- Ostatnio
to ja powiedziałam coś takiego tobie. - strzeliła.
- Yhym...co
oznacza, że trzeba iść spać. - westchnął.
- Dobranoc.
- mruknęła zamykając oczy.
Przyglądał
jej się przez chwilę, zaskoczony, iż nie ciągnęła go za język,
tylko odpuściła. Pokręcił delikatnie głową, czując przemożną
senność. Już przymykał powieki, kiedy coś pacnęło go w ramię.
- Nie
będziesz spać na podłodze. - usłyszał, po czym dziewczyna
przycisnęła się do ściany robiąc mu miejsce obok. - Jutro
możemy udawać, że to nie miało miejsca. - dodała zasypiając na
dobre.
Było mu tak dobrze, jakby znowu
miał pięć lat i nie przejmował się niczym. Świat kręcił się
wokół jego kota, książek i opieki Severusa, który pod
nieobecność państwa Malfoy, pozwalał chłopakowi bawić się,
śmiać i cieszyć życiem. Niczego tak bardzo nie pragnął, jak
pozostania w tym błogim stanie.
Dawno nie przespała całej nocy
bez koszmarów. Nie było w jej snach Bellatrix, nie było martwego
oblicza rodziny i przyjaciół. Tylko ona, jej kot i książki. W
oddali bawił się Harry z Ronem, słońce delikatnie ogrzewało jej
ciało a cały świat zdawał się otaczać ją ciepłem.
Powoli otworzył oczy, marząc,
aby nadal trwać w błogim stanie. Jak przez mgłę ujrzał burzę
loków. Czuł zapach drugiego człowieka, który o dziwo mu się
podobał. Przymknął ponownie powieki przytulając się mocniej do
ciepłego ciała Hermiony...Kiedy tylko zdał sobie sprawę z tego co
robi, natychmiast odsunął się od śpiącej wciąż dziewczyny. Ta
nadal pozostawała w błogim stanie, co więcej, nieświadomie
odwróciła się w jego kierunku i przylgnęła do jego klatki.
Patrzył na nią, niezdolny do żadnego ruchu. On - Draco Lucjusz
Malfoy, rozbrojony przez kobietę...
Jadalnia Krasnoludów była jedną
z wielu grot, w których dominowały skały, metal i piach.
Na środku rozstawiono kilka
drewnianych stołów oraz ław. Wokół otaczały ich znienawidzone
przez Hermionę pochodnie, których światło wprowadzało swojego
rodzaju obojętność. Większość Krasnoludów nie zwracała na
nich uwagi, tylko nieliczni spoglądali na nich ukradkiem.
Malfoy zajął miejsce obok Śnieżki,
w milczeniu spożywając posiłek. Gwar rozmów wydawał się ponury,
jakby szczęście już dawno opuściło Podziemie zastąpione przez
prowizoryczne przyzwyczajenie. Do tego, kiedy młoda Gryfonka
obudziła się rano w ich łóżku, Malfoy'a już nie było. Nie
wiedziała, dlaczego jej unika, ale najwyraźniej potrzeba szybkiego
ukończenia misji stała się dla niego priorytetem, gdyż po
ukończonym śniadaniu natychmiast zaczął rozmowę z królewną.
- Jeżeli nie jesteś zainteresowana
walką, to sami zajmiemy się przeciwnikiem. - odparł chłodno.
- Nie poradzicie sobie sami. -
rzekła, przyglądając się Ślizgonowi. Dawno nie widziała
człowieka, żyjąc wśród swoich druhów. Do tego aparycja
blondyna robiła wrażenie.
- Nie mamy wyjścia. Nie potrzebuję
tchórzy.
- Nie jesteśmy tchórzami –
zaperzyła się – Po prostu wiemy, że nie mamy żadnych szans. To
różnica.
- Popatrz na nich wszystkich. -
mówiąc to, wbił w królewnę swoje stalowe spojrzenie. - Cienie,
pozbawione życia.
Śnieżka rozejrzała się wokół,
doskonale wiedziała, iż jej sprzymierzeńcy z dnia na dzień
tracili w sobie radość i nadzieję, ale obawa przed ich śmiercią
trzymała ją w kryjówce.
- Śnieżko. - zaczęła Hermiona. -
Rozumiem, że boisz się straty bliskich, ale zapewne wiele istot
cierpi teraz przez władzę Reginy. Jeżeli udałoby nam się
znaleźć więcej sprzymierzeńców do walki, to mamy szansę ją
pokonać. Znasz ten świat lepiej od nas, czy jest ktoś, do kogo
możesz zwrócić się o pomoc?
- Nie wiem...może lud Elfów
żyjących w odległym królestwie, podobno pomogły kiedyś mojemu
ojcu. No i Dobre Wróżki, ale od dawna o nich nie słyszałam.
Władza Reginy na pewno do nich dotarła. Jeden z moich nauczycieli
opowiadał mi kiedyś o walecznych ludziach, zamieszkujących góry
Parysa, ale nigdy ich nie spotkałam. Nazywano ich Nocnymi Łowcami,
legenda głosi, że są w połowie ludźmi a w połowie aniołami.
- Musimy się rozdzielić i
przekonać wszystkich do współpracy. - wtrącił Draco. - Ale to
oznacza, że ty również wyruszasz z nami. - dodał, patrząc na
królewnę. - Snape i Black mogą udać się do Wróżek, im i tak
nic już nie można zrobić. Granger zna język Elfów, udam się z
nią do nich, Ty przedostań się do Nocnych Łowców, jeżeli
istnieją, to prędzej posłuchają prawowitej władczyni krainy,
niż nas.
Hermiona zgodziła się na plan,
ciesząc się, iż w końcu może wyjść z podziemia. Królewna
natomiast biła się z myślami, wyprawa mogła skończyć się
katastrofą. Do tego już dawno odrzuciła nadzieję na walkę aż tu
nagle, dosłownie znikąd, zjawiła się owa dwójka, dla której
najwyraźniej nie istniał strach przed ewentualną śmiercią.
- Myślę, Śnieżko, że najwyższy
czas, abyśmy wyszli z ukrycia. - obok nich wyrósł stary
Krasnolud. Wyglądał na bardzo wiekowego, z długą, siwą brodą i
zamglonym od jaskry spojrzeniem. Zmęczone ciało opierał na
pięknej, rzeźbionej lasce. Obok niego stał drugi Krasnolud,
trzymając opasłą księgę.
- Mędrku, uważasz, że mamy
szansę? - spojrzała na niego.
- Teraz już tak. - odpowiedział. -
Przybyły do nas dwa waleczne serca, które wiedzą, czym jest
wojna. Gwiazdy przepowiedziały to jeszcze przed twoimi narodzinami,
Śnieżko. Nie można ignorować losu. Nie teraz...

Świetne!!!!! :D
OdpowiedzUsuńDziękuję! <3
UsuńHej. :)
OdpowiedzUsuńOkej, zacznę od samego początku, i to dosłownie. Uwielbiam tę wersję Hanging tree wykonaną przez Studio Accantus. Już to mnie zaczarowało w Twoim blogu.
Bardzo podoba mi się pomysł na historię, a już w ogóle połącznenie Śnieżki, Hermiony i Draco, elfów i całej reszty brzmi jednocześnie szalenie i mega interesująco! Chyba w weekend sobie coś poczytam. :)
W międzyczasie zapraszam do siebie www.melodie-duszy.blogspot.com
Pozdrawiam!
Bardzo dziękuję!
UsuńJa również uwielbiam tę wersję. Do tego kocham Studio Accantus, piękne głosy niezwykle wrażliwych ludzi. Polecam wszystkim polską wersję "Upiór w Operze".
Zaraz lecę na Twojego bloga :D
O Merlinie, nawet nie zauważyłam z jaką szybkością pochłonęłam te rozdziały. Tak mnie wciągnęły, że jestem zaskoczona, iż jest ich tak mało. Piszesz bardzo dobrze, ciekawie się czyta, a Twoje pomysły. Lordi Voldi grzebiący przy bajkach, czyżby mugolskie korzenie dały o sobie znać?
OdpowiedzUsuńCzekam z niecierpliwością na dalsze rozdziały.
Życzę weny i pozdrawiam serdecznie.
Bardzo dziękuję! Niedługo pojawi się kolejny ;)
UsuńIdealnie czekam 💕 💕 💕 💕
OdpowiedzUsuńZapraszam do hagrid.pl ! Najlepsza internetowa szkoła magii! Jeśli kochasz harrego pottera, na pewno ci się spodoba!
OdpowiedzUsuńgdybyś chciała wiedzieć jak zakończyła się kolejna historia na blogu hp-to-jeszcze-nie-koniec.blogspot.com to serdecznie zapraszam
OdpowiedzUsuń